Ulica:

Miejscowość:

Kod pocztowy:

lubię to!
  Kontakt
   Wydawca
   Redakcja
  
  „...wszędzie tam, gdzie przerabia się drewno...”
Z kraju
Chińska sklejka nam niestraszna
wielkość 
- Uważam, że to przedsiębiorstwo jest w dobrej kondycji technicznej i ekonomicznej, i z mojego punktu widzenia warte jest zainteresowania – zapewnia Marek Kasprzak, dyrektor ds. produkcji Orzechowskich Zakładów Przemysłu Sklejek, których prywatyzacja wzbudziła zainteresowanie pięciu inwestorów krajowych. 
GDP: Rynek sklejki, szczególnie w segmencie meblarskim i budowlanym, nie rokuje najlepiej...
M.K.: Raz jest lepiej, raz gorzej. Jesteśmy bardzo mocno uzależnieni od cen drewna, które, niestety, z roku na rok rosną. W przetargach na pierwsze półrocze obecnego roku kupiliśmy znowu surowiec drożej niż w roku poprzednim. Do tego wszystkiego wzrosły koszty transportu i koszty płac, które trzeba było podnieść ze względu na podwyżkę płacy minimalnej. Wszystko drożeje i także u nas nośniki kosztów są zdecydowanie większe. Prawie każda z polskich firm sklejkowych eksportuje blisko 50 proc. swojej produkcji, a w tej chwili kurs euro zaczyna spadać. Tymczasem sytuacja na rynku nie pozwala na przerzucenie tych podwyżek na cenę wyrobów finalnych. Dlatego trzeba dalej zaciskać pasa i szukać oszczędności w kosztach.

GPD: Jeśli Pagedowi udałoby się, po przejęciu Sklejki-Pisz, przejąć także waszą fabrykę, praktycznie spółka nie miałaby w tej dziedzinie już poważnego konkurenta w Polsce. Kto mógłby zagrozić jej pozycji – sklejka fińska, rosyjska, chińska?
M.K.: Chińska sklejka nie stanowi obecnie dla polskiej sklejki zagrożenia. Pięć lat temu, kiedy Chińczycy wchodzili na nasz rynek, obawialiśmy się, co to będzie, czy damy radę. Tworzyliśmy scenariusz, że nasz rynek zaleją tanie produkty. Tymczasem okazało się, że polski rynek sklejki jest na tyle chłonny, że każdy może znaleźć tu swoje miejsce. Chińska sklejka zadomowiła się już na naszym rynku, jest jej nawet bardzo dużo. Myślę jednak, że każdy produkt ma swój segment wymagań jakościowych klienta; istotne są też kwestie logistyki zakupów. Dlatego nie sądzę, by chińska sklejka mogła konkurować na równi ze sklejką polską i by stanowiła istotne zagrożenie. Oczywiście trzeba cały czas obserwować rynek. Jeśli chodzi o sklejkę fińską, to w ostatnich latach produkcja z tego kraju – głównie ze względu na kryzys – spadła.

GPD: Kto jest głównym odbiorcą produktów fabryki w Orzechowie?
M.K.: Odbiorcą sklejek jest przede wszystkim branża meblowa. Poza tym istotna część naszej produkcji znajduje zastosowanie przy wykańczaniu wnętrz, głównie jako materiał podłogowy. Drugi nasz produkt to płyta stolarska, która stanowi ok. 35 proc. w sprzedaży naszych wyrobów. Jej odbiorcy to przede wszystkim producenci mebli.

GPD: To, że OZPS aż do 2012 r. funkcjonuje jako przedsiębiorstwo państwowe, wynika z wieloletnich starań spadkobierców dawnych właścicieli o odzyskanie zakładu.
M.K.:
Pierwsze próby prywatyzacji firmy sięgają 1990 r., kiedy chcieliśmy założyć spółkę pracowniczą. Inicjatywa ta, jak i kilka kolejnych, zakończyła się niepowodzeniem. Przeszkodą w prywatyzacji przedsiębiorstwa były zawsze nieuregulowane sprawy własnościowe gruntów. Dopiero w ubiegłym roku udało się ostatecznie i korzystnie dla przedsiębiorstwa zakończyć sprawy związane z roszczeniami byłych właścicieli. Obecnie stan prawny nieruchomości zajmowanych przez Orzechowskie Zakłady Przemysłu Sklejek jest w całości uregulowany i dlatego możliwe było wszczęcie prywatyzacji.

GPD: Czy obecny zarząd firmy ma jakieś osobiste preferencje co do nowego inwestora?
M.K.:
Na pewno chcielibyśmy, aby w wyniku prywatyzacji możliwy był dalszy rozwój firmy, stąd duże znaczenie inwestycji, przede wszystkim w konkretne linie technologiczne. Ważne jest też utrzymanie istniejących miejsc pracy. Pamiętać trzeba, że Orzechowskie Zakłady Przemysłu Sklejek zatrudniają obecnie blisko 400 osób. 
Małgorzata Wnorowska
malgorzata.wnorowska@gpd24.pl
tel. 519 516 102

Chińska sklejka nam niestraszna

- Uważam, że to przedsiębiorstwo jest w dobrej kondycji technicznej i ekonomicznej, i z mojego punktu widzenia warte jest zainteresowania – zapewnia Marek Kasprzak, dyrektor ds. produkcji Orzechowskich Zakładów Przemysłu Sklejek, których prywatyzacja wzbudziła zainteresowanie pięciu inwestorów krajowych. GDP: Rynek sklejki, szczególnie w segmencie meblarskim i budowlanym, nie rokuje najlepiej...
M.K.: Raz jest lepiej, raz gorzej. Jesteśmy bardzo mocno uzależnieni od cen drewna, które, niestety, z roku na rok rosną. W przetargach na pierwsze półrocze obecnego roku kupiliśmy znowu surowiec drożej niż w roku poprzednim. Do tego wszystkiego wzrosły koszty transportu i koszty płac, które trzeba było podnieść ze względu na podwyżkę płacy minimalnej. Wszystko drożeje i także u nas nośniki kosztów są zdecydowanie większe. Prawie każda z polskich firm sklejkowych eksportuje blisko 50 proc. swojej produkcji, a w tej chwili kurs euro zaczyna spadać. Tymczasem sytuacja na rynku nie pozwala na przerzucenie tych podwyżek na cenę wyrobów finalnych. Dlatego trzeba dalej zaciskać pasa i szukać oszczędności w kosztach.

GPD: Jeśli Pagedowi udałoby się, po przejęciu Sklejki-Pisz, przejąć także waszą fabrykę, praktycznie spółka nie miałaby w tej dziedzinie już poważnego konkurenta w Polsce. Kto mógłby zagrozić jej pozycji – sklejka fińska, rosyjska, chińska?
M.K.: Chińska sklejka nie stanowi obecnie dla polskiej sklejki zagrożenia. Pięć lat temu, kiedy Chińczycy wchodzili na nasz rynek, obawialiśmy się, co to będzie, czy damy radę. Tworzyliśmy scenariusz, że nasz rynek zaleją tanie produkty. Tymczasem okazało się, że polski rynek sklejki jest na tyle chłonny, że każdy może znaleźć tu swoje miejsce. Chińska sklejka zadomowiła się już na naszym rynku, jest jej nawet bardzo dużo. Myślę jednak, że każdy produkt ma swój segment wymagań jakościowych klienta; istotne są też kwestie logistyki zakupów. Dlatego nie sądzę, by chińska sklejka mogła konkurować na równi ze sklejką polską i by stanowiła istotne zagrożenie. Oczywiście trzeba cały czas obserwować rynek. Jeśli chodzi o sklejkę fińską, to w ostatnich latach produkcja z tego kraju – głównie ze względu na kryzys – spadła.

GPD: Kto jest głównym odbiorcą produktów fabryki w Orzechowie?
M.K.: Odbiorcą sklejek jest przede wszystkim branża meblowa. Poza tym istotna część naszej produkcji znajduje zastosowanie przy wykańczaniu wnętrz, głównie jako materiał podłogowy. Drugi nasz produkt to płyta stolarska, która stanowi ok. 35 proc. w sprzedaży naszych wyrobów. Jej odbiorcy to przede wszystkim producenci mebli.

GPD: To, że OZPS aż do 2012 r. funkcjonuje jako przedsiębiorstwo państwowe, wynika z wieloletnich starań spadkobierców dawnych właścicieli o odzyskanie zakładu.
M.K.:
Pierwsze próby prywatyzacji firmy sięgają 1990 r., kiedy chcieliśmy założyć spółkę pracowniczą. Inicjatywa ta, jak i kilka kolejnych, zakończyła się niepowodzeniem. Przeszkodą w prywatyzacji przedsiębiorstwa były zawsze nieuregulowane sprawy własnościowe gruntów. Dopiero w ubiegłym roku udało się ostatecznie i korzystnie dla przedsiębiorstwa zakończyć sprawy związane z roszczeniami byłych właścicieli. Obecnie stan prawny nieruchomości zajmowanych przez Orzechowskie Zakłady Przemysłu Sklejek jest w całości uregulowany i dlatego możliwe było wszczęcie prywatyzacji.

GPD: Czy obecny zarząd firmy ma jakieś osobiste preferencje co do nowego inwestora?
M.K.:
Na pewno chcielibyśmy, aby w wyniku prywatyzacji możliwy był dalszy rozwój firmy, stąd duże znaczenie inwestycji, przede wszystkim w konkretne linie technologiczne. Ważne jest też utrzymanie istniejących miejsc pracy. Pamiętać trzeba, że Orzechowskie Zakłady Przemysłu Sklejek zatrudniają obecnie blisko 400 osób.