Ostatnia zima przypomniała branży drzewnej o podstawowej zasadzie: stabilne źródło ciepła to fundament produkcji, a nie tylko techniczny dodatek. Gdy na rynku zabrakło pelletu, a ceny paliw gwałtownie wzrosły, zakłady zaczęły na nowo pytać o standardy nowoczesnej kotłowni przemysłowej. Z perspektywy firmy HAMECH odpowiedź jest prosta: liczy się elastyczność paliwowa, precyzyjne dobranie mocy i traktowanie instalacji jako części całego procesu technologicznego. Michał Betlej, dyrektor handlowy w HAMECH, zauważa, że to właśnie teraz widać najlepiej, jak projekt kotłowni wpływa na koszty, bezpieczeństwo i ciągłość pracy zakładu.
Przed sezonem grzewczym na rynku panował spokój. Inwestorzy, przyzwyczajeni do łagodnych zim, odkładali decyzje o modernizacji źródeł ciepła. Sytuacja zmieniła się, gdy mróz i problemy z paliwem uderzyły w portfele.
– Po zimie pojawiło się sporo zapytań, natomiast przed zimą było ich stosunkowo niewiele. Co ciekawe, zazwyczaj większe zainteresowanie obserwowaliśmy właśnie przed sezonem. Ale chyba wszyscy przyzwyczailiśmy się do łagodniejszych zim. Dopiero gdy pogoda rzeczywiście dała się we znaki, klienci zaczęli się odzywać – mówi Michał Betlej, dyrektor handlowy w firmie HAMECH.
Zainteresowanie płynie zarówno ze strony zakładów chcących poprawić sprawność starych systemów, jak i tych budujących infrastrukturę od zera. Potrzeby są zróżnicowane: jedni szukają zasilania dla suszarni, inni budują system energetyczny równolegle z nowymi halami.
– Mamy sporo tematów związanych z modernizacją, ale nie brakuje też zapytań o kotłownie budowane od podstaw przez klientów, którzy dopiero zaczynają inwestycje – dodaje.

Koniec złudzeń wokół pelletu
Ostatnie miesiące zweryfikowały nadzieje związane z pelletem jako paliwem zawsze dostępnym. Gdy rynek się skurczył, okazało się, że bezpieczeństwo energetyczne nie może opierać się na jednym, przetworzonym surowcu.
– Po problemach z pelletem wielu klientów decyduje się na uruchomienie własnych linii produkcyjnych – mówi Michał Betlej, ale od razu zaznacza: – Jeśli nie ma surowca, to nie będzie pelletu.
To kluczowe stwierdzenie dla dzisiejszego kierunku rozwoju branży. Coraz ważniejsze stają się kotłownie pracujące na tym, co jest dostępne na miejscu – czyli na trocinach i zrębkach, w tym również tych o wysokiej wilgotności. Dla tartaków i producentów wyrobów z drewna to naturalne i najtańsze paliwo, będące produktem ubocznym ich codziennej pracy.
Kotły do biomasy muszą pracować na realnym paliwie
W przemyśle drzewnym założenie, że paliwo zawsze będzie suche i powtarzalne, jest ryzykowne. Dlatego technologie muszą być odporne na zmienne parametry surowca.
– W naszych kotłach skupiamy się na trocinach i zrębkach. Co istotne, nie tylko na paliwie suchym. Mamy rozwiązania, które pozwalają osiągać deklarowaną moc nawet przy wilgotności rzędu 50-55 procent – podkreśla Michał Betlej.
Dla tartaków i producentów palet możliwość spalania wilgotnej biomasy to mniejsza zależność od zewnętrznych dostawców i wahań cen. Kotłownia staje się wtedy elementem gospodarki surowcowej zakładu, a nie tylko generatorem kosztów.
Michał Betlej zauważa, że trudna sytuacja rynkowa wymusza na użytkownikach praktyczne podejście:
– Sam prywatnie używam kotła na pellet i przy obecnych cenach zacząłem eksperymentować ze współspalaniem pelletu z kukurydzą. Mam lokalnego dostawcę, kukurydza ma świetną kaloryczność i mało popiołu. Wymaga to jedynie zmiany parametrów pracy kotła. To prosty przykład, ale pokazuje szerszy trend: rynek premiuje instalacje, które potrafią reagować na zmienność paliw.
AZSD, czyli przewaga elastyczności
Wyróżnikiem technologii HAMECH jest system spalania biomasy, który firma rozwija od lat.
– Jako jedyni w Polsce oferujemy urządzenie o nazwie AZSD, czyli automatyczny zespół spalania drewna. Potocznie mówi się na to przedpalenisko lub przystawka – wyjaśnia dyrektor handlowy HAMECH.
Konstrukcja ta oddziela proces spalania od wymiany ciepła.
– To dwie osobne jednostki, a nie jedna, zwarta konstrukcja. Przed kotłem znajduje się ceramiczna przystawka, która nagrzewa się i działa jak akumulator ciepła. Sam kocioł pełni wtedy głównie funkcję wymiennika – tłumaczy Michał Betlej.
Dla użytkownika oznacza to przede wszystkim elastyczność.
– Do jednego kotła można podłączyć np. dwie przystawki po 0,5 MW, zamiast jednej o mocy 1 MW. Nie muszą one pracować jednocześnie. Latem, gdy zapotrzebowanie jest mniejsze, uruchamiamy tylko jedną. Dzięki temu można płynnie schodzić z mocą bez straty na sprawności.
W branży drzewnej, gdzie zapotrzebowanie na ciepło zmienia się zależnie od cykli suszenia czy zmianowości produkcji, takie rozwiązanie realnie obniża koszty eksploatacji.
Kocioł przemysłowy nie lubi przypadku
Częstym błędem w zakładach jest przewymiarowanie instalacji „na zapas”. Skutki bywają szkodliwe dla samego sprzętu.
– Kocioł przemysłowy lubi pracę ciągłą i stabilną, a nie ciągłe włączanie i wyłączanie. Jeśli kocioł ma 1 MW mocy, a realny odbiór to tylko 200-300 kW, urządzenie szybciej się zużywa – ostrzega Michał Betlej.
Dlatego kluczowy jest etap projektowy. Dobra kotłownia musi odpowiadać rytmowi produkcji i specyfice odpadów w danym zakładzie. HAMECH stawia na doradztwo przed sprzedażą.
– Bywają proste zapytania, ale często musimy wpasować instalację w istniejącą, ciasną infrastrukturę. U nas prawie każda realizacja jest inna – wymaga pomiarów na miejscu i indywidualnych uzgodnień.

Kotłownia jako system naczyń połączonych
Nowoczesny kocioł to tylko element większej układanki, w skład której wchodzi magazyn paliwa, system transportu i odbiorniki ciepła (np. suszarnie).
– Stosujemy różne systemy podawania, np. ślimakowe, zależnie od tego, czy transportujemy trociny, czy zrębki. Oferujemy kompleksowe wykonanie: od jednostki spalającej, przez magazyn, aż po automatykę transportu – wylicza dyrektor HAMECH.
Taka kompleksowość eliminuje spory między różnymi dostawcami (np. od suszarni i od kotła) o to, dlaczego system nie osiąga zakładanych parametrów. Gdy cały układ cieplny powstaje jako spójna całość, inwestor zyskuje większą pewność eksploatacyjną.
W przemyśle liczy się jednak przede wszystkim to, jak kocioł sprawuje się po dekadzie pracy.
– Przy zachowaniu zasad dokumentacji technicznej, nasze urządzenia spokojnie pracują 17-25 lat. Jeśli jednak użytkownik zaniedbuje serwis, żywotność drastycznie spada – zaznacza Michał Betlej.
Dla zakładu drzewnego każda awaria to przestój suszarni i opóźnienia w zamówieniach. Dlatego wsparcie posprzedażowe jest kluczowe. – Nie działamy w modelu „sprzedaj i zapomnij”. Pomagamy telefonicznie, doradzamy i monitorujemy, czy u klienta wszystko działa jak należy – podkreśla Michał Betlej. W niepewnych czasach to właśnie odporność na zmienne paliwo i rzetelny serwis decydują o tym, czy kotłownia jest realnym wsparciem dla biznesu.
~Bartosz Szpojda






