Linia produkcyjna bazująca na maszynach różnych producentów

Linia produkcyjna bazująca na maszynach różnych producentów

Dwa traki, wąska przestrzeń i oddalona obrzynarka, a wszystko to różnych marek – to brzmiało jak gotowy przepis na logistyczny koszmar w tartaku Marka Hendzlika. Z pomocą przedsiębiorcy przyszła firma WIREX, udowadniając, że niestandardowe potrzeby mogą prowadzić do zaskakujących i efektywnych rozwiązań. Oto historia nietypowej integracji.

Kooperacja kilku firm nie jest na rynku producentów maszyn czy rozwiązań niczym nowym – jeśli tylko jest wola kilku producentów, wspólnie można stworzyć coś fajnego, przydatnego, odkrywczego, przynoszącego zysk zleceniodawcy i zleceniobiorcom. Czym innym jest jednak dostosowanie własnych produktów do współpracy z innymi, gotowymi i działającymi rozwiązaniami, a czym innym tworzenie ich de novo, od podstaw. Ta druga sytuacja jest z pewnością łatwiejsza, choć wcale nie prosta. Ta pierwsza wymaga jednak iście akrobatycznych – momentami – zdolności. A gdy dodamy do tego jeszcze jeden czynnik, na który wpływu zleceniobiorca nie ma – czyli miejsce na instalacje – łatwo sobie wyobrazić, jakie staje przed nim przedsięwzięcie. Jest jednak firma, która takich wyzwań się nie obawia. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że zaczyna się w nich specjalizować…

Marzenia młodego człowieka…

Zacznijmy jednak od początku. Gdy w 1993 r. Marek Hendzlik zaczynał przygodę z drewnem na własny rachunek (wcześniej pracował z ojcem, jeszcze z pomocą koni…), nie spodziewał się zapewne, że po nieomal trzech dekadach jego firma będzie zajmowała się czymś całkowicie odmiennym… Początki bowiem były związane stricte z transportem surowca – z lasu do zakładów. Marzeniami młodego człowieka w tamtym czasie rządziły więc nowe, lepsze i wydajniejsze samochody transportowe – IFA, Tatra, Mercedes, Scania… Z czasem jednak, i nabywanym doświadczeniem w biznesie, Marek Hendzlik postanowił nieco działalność rozszerzyć. Nie miał jednak zamiaru całkowicie zmieniać branży – wszak drewno było jego życiem – więc zdecydował się na pewną ewolucję. Tak powstał, funkcjonujący po dziś dzień, tartak. Tartak, który właśnie po raz kolejny przeszedł metamorfozę. Zarazem skończyła się historia transportowa – w ubiegłym roku ostatni z samochodów został sprzedany…

Pierwszy trak, pracujący od ok. 2016 r., dostarczyła firma MEBOR. Marek Hendzlik pozostał jej wierny również w kolejnych inwestycjach, które – wraz z rozwojem firmy, szczególnie w okresie pandemii – musiały się pojawić. Obecnie pracują u niego dwa traki tego producenta.

Jednak nasza historia zaczyna się ciut później i związana jest z tym, czego MEBOR zrobić nie mógł, a na czym przedsiębiorcy z miejscowości Borowe wyjątkowo zależało. Na pewnym stopniu automatyzacji całego procesu.

Chodziło o to, by to, co „wyprodukują” traki, nie musiało być przenoszone czy przewożone ładowarką do obrzynarki umiejscowionej w zupełnie innej części firmy. To bowiem zajmowało czas i angażowało niepotrzebnie, z punktu widzenia pracodawcy, zatrudnionych ludzi. I tu po raz pierwszy pojawia się drugi bohater tej historii, firma WIREX, której to właśnie obrzynarkę posiadał (i posiada nadal) Marek Hendzlik.

Wyzwania? Lubię to!

Właściciel tartaku, dysponując dwoma nowymi trakami, chciał je jak najlepiej wykorzystywać. Maszyny stoją w otwartej hali, z łatwym dostępem z zewnątrz, ale z niewielką przestrzenią pomiędzy nimi, na której pracować musiał właściciel wraz z pięcioma pracownikami; szósta osoba w firmie to małżonka pana Marka, która odpowiada za stronę organizacyjną całej firmy i, co podkreśla właściciel, jest osobą w niej najważniejszą. Obrzynarka pracuje w budynku oddalonym o kilkanaście metrów, co wymuszało przewożenie „urobku” z traków. Gdy produkcja była wzmożona, ilość surowca (i pozostałości po nim) zaczynała być trudna do przerobienia, co wymuszało przestoje, a więc było ekonomicznie nieuzasadnione. Marek Hendzlik zwrócił się więc do producenta traków z prośbą o pomoc w rozwiązaniu tego problemu.

– Dostałem od nich różne propozycje, ale nie spełniały one moich oczekiwań. Wtedy pomyślałem o firmie WIREX, której produkty znałem i która jest w sumie niedaleko – wspomina właściciel tartaku. – Przyznam, że bliskość WIREX i ich chęć reagowania na moje potrzeby, poza jakością wykonania, były czynnikiem decydującym w wyborze dostawcy tego rozwiązania.

Tym samym „problem” Marka Hendzlika stał się „wyzwaniem” Tomasza Ciury, dyrektora WIREX.

– Przyznaję, że ten projekt już od początku bardzo nas zainteresował. Raz, ponieważ mieliśmy połączyć nie nasze maszyny, czyli zrobić coś zupełnie nowego, dwa, że mieliśmy dokonać tego w warunkach zastanych, dość trudnych i wymagających nieszablonowego myślenia. Mamy w swoim dorobku udane inwestycje w kooperacji z innymi producentami, wiemy, jakie rozwiązania się w takich współpracach sprawdzają, jednak po raz pierwszy przyszło nam się zmierzyć z czymś, czego nie mogliśmy na dobrą sprawę fizycznie zmienić, jak choćby rzeźba terenu, ustawienie maszyn, konstrukcja budynku – wspomina Tomasz Ciura.

WIREX bowiem z sukcesem współpracował z innymi producentami przy tworzeniu zautomatyzowanych linii do produkcji choćby palet (o czym pisaliśmy na łamach „GPD”), ale inwestycje te były w większej mierze oparte na projekcie i pomyśle, który bazował na pustej powierzchni, choć ze swoimi ograniczeniami. W przypadku tartaku Marka Hendzlika było jednak inaczej.

– Wyzwań było kilka. Pierwsze to miejsce pomiędzy trakami. Nie było go zbyt wiele, a musieliśmy tam umieścić stoły podawcze i maszyny, zapewniając jeszcze możliwość przemieszczania się pracowników pomiędzy trakami. Drugie to spadek terenu, który wynosił ponad 30 centymetrów pomiędzy początkiem, a końcem linii – opowiada dyrektor WIREX.

Tomasz Ciura jednak lubi wyzwania, a jego zespół potrafi przekuć w gotowy produkt wizję szefa, a także potrzeby klienta. Natomiast Marek Hendzlik wiedział, czego chce. Wszak sam odpowiada za obsługę traków.

– Potrzebowałem rozwiązania, które nie tylko wyeliminuje zbędne przestoje, ale też odciąży ludzi i pozwoli na zwiększenie wydajności. Chciałem mieć też pewność, że nawiążę współpracę z firmą, która nie zostawi mnie na przysłowiowym lodzie, jeśli coś będzie działać nie tak, jakbym chciał.

Przemyślana logistyka na ograniczonej przestrzeni

Projekt zakładał odbiór materiału z obu traków na podajniki, przekazanie go do formatówki (model FP-800), a następnie do wielopiły (ED-500). Po drodze trzeba było się także pozbyć części oflisów, a kolejnych – już po rozkroju surowca. Ostatecznie gotowe deski, w różnych długościach, w zależności od potrzeb Marka Hendzlika, trafiać miały do wiązania w paczki, a ich pozostałości – do dalszej odsprzedaży.

– Przede wszystkim musieliśmy umieścić na ograniczonej przestrzeni o długości nieomal czterdziestu metrów linię złożoną ze stołów odbiorczych, podajników, dwóch maszyn oraz końcowego systemu odbioru desek i oflisów z obu maszyn. Ze względu na usytuowanie traków i przestrzeń pomiędzy nimi, a także konieczność przemieszczania się pomiędzy nimi, projekt uwzględniał specjalne „przejścia” w podajnikach, które po otwarciu automatycznie wyłączają całą linię, czego do tej pory nie stosowaliśmy. Musieliśmy także wymyślić system ostatecznego rozdzielania deski i oflisów, by te ostatnie spadały na system odbioru. Obecnie linię obsługuje dwóch pracowników, nie licząc osoby pracującej na traku czy trakach. O nich też musieliśmy pomyśleć, projektując bezpieczną strefę pracy – tłumaczy koncepcję działania całej linii Tomasz Ciura. – Teraz jeden pracownik odpowiada za obsługę piły formatowej, w tym dopilnowanie cięcia poprzecznego desek o odpowiednich długościach, wskazanych przez pana Marka, za pomocą odpowiednio ustawionych wysuwanych zderzaków. Drugi z pracowników musi oflisowane deski przesunąć ręcznie z podajnika do wielopiły i odpowiednio rozciąć.

To, co w opisie nie wydaje się zbyt skomplikowane, wymagało jednak bardzo dokładnych pomiarów, kilku niestandardowych rozwiązań i dostosowania całości do oczekiwań klienta. Produkcja linii trwała ok. trzech miesięcy. Montaż jednak zajął raptem trzy dni.

WIREX łączy rozwiązania. Efekt?

– Jestem bardziej niż zadowolony z tego, co udało się stworzyć – mówi Marek Hendzlik. – Co prawda moi pracownicy nieco narzekają, że muszą szybciej pracować, ale chyba do tego się przyzwyczają – dodaje ze śmiechem. – Prawda jest jednak taka, że to rozwiązanie zupełnie zmieniło system pracy, zwiększając wydajność, jakość końcowego produktu i na pewno poprawiło komfort pracy w zakładzie.

– My jesteśmy chyba równie zadowoleni z tej realizacji. To było dla naszej firmy coś nowego, mimo że bazowaliśmy na naszych sprawdzonych już wielokrotnie produktach i rozwiązaniach. Ale jestem dumny, że udało się nam także zaproponować rozwiązania niestandardowe, opracowane specjalnie z myślą o panu Marku i jego potrzebach. I z tego, że WIREX potrafi łączyć także maszyny innych producentów w wydajne linie

– mówi Tomasz Ciura. Aby jednak było to możliwe, potrzeba przede wszystkim otwartych głów. Z jednej strony takich ludzi jak Marek Hendzlik, którzy wiedzą, czego chcą, i nie boją się rozwiązań nietypowych, często obarczonych pewną dozą niewiadomej, z drugiej – takich jak Tomasz Ciura i zespół WIREX, którzy potrafią spojrzeć na każdą taką inwestycję nie jak na problem, ale jak na wyzwanie, z którym przychodzi im się zmierzyć i przekuć je w rozwiązanie nieomal idealne, procentujące zdobytym doświadczeniem.

~Bartosz Szpojda