Nawet najlepszy materiał nie obroni się sam – musi dobrze wyglądać. Dlatego inwestując w nowoczesne rozwiązania technologiczne, właściciel firmy Dachy-Tartak postawił nie tylko na precyzję cięcia, ale i estetykę gotowego produktu. Wszystko dzięki unikalnemu połączeniu optymalizerki z automatyczną wiązarką, które odmieniło sposób przygotowania i pakowania produktów.
Roman Krawczyk, właściciel firmy Dachy-Tartak z Natalina, która przede wszystkim skupia się na kwestiach związanych z produkcją więźby dachowej, doskonale wie, że nawet najlepszy jakościowo produkt musi „wyglądać”. To bowiem oczami kupują ludzie. A że jego produkty trafiają do szerokiego grona odbiorców, także w sprzedaży detalicznej, wie, o czym mówi.
Aby jednak sprostać takim oczekiwaniom klientów, Roman Krawczyk musiał zainwestować w odpowiednią maszynę. A właściwie to nawet w dwie…

Park maszynowy rośnie wraz z potrzebami
– Podstawowa działalność to więźby dachowe i deska paletowa. Około 60 proc. to więźby, a 40 proc. deska – opowiada Roman Krawczyk. Jednak początki firmy były nieco inne, związane raczej z działalnością usługową, a nie produkcyjną, a dokładnie z dekarstwem – tradycją rodzinną zapoczątkowaną ponad 20 lat temu. To z czasem doprowadziło do samodzielnego przygotowywania drewna – wszak doświadczenie praktyczne musiało zaprocentować.
Pierwsza piła taśmowa została zbudowana własnoręcznie z rur po dawnej szklarni, na wzór maszyny WIREX. Na tym sprzęcie rozpoczęto cięcie drewna na więźby i pod montaż dachów. Wraz z rozwojem firmy następował stopniowy rozrost parku maszynowego – zakupiono kolejne maszyny, tym razem prosto od firmy WIREX, następnie w 2013 r. – pierwszą piłę Wravor, później kolejną – w 2018 r., a dwa lata później – kompletny zestaw tartaczny z Holandii, obejmujący m.in. urządzenia Zembrod i Artiglio.
W okresie pandemii z kolei przeprowadzono montaż nowego wyposażenia, a obecnie działalność została rozszerzona o produkcję więźb w technologii CNC z wykorzystaniem maszyny Hundegger.

Wiązać i optymalizować!
Wśród tych wszystkich maszyn znalazł się także produkt Metal-Techniki. Nieprzypadkowo, choć początkowo kupowany z myślą o zupełnie innym zastosowaniu.
– Początkowo nie byłem do zakupu optymalizerki przekonany, bo to dość duża inwestycja, a sama maszyna nie produkuje, w moim przypadku, niczego konkretnego, a tylko usprawnia obróbkę i dopracowanie materiału. Wówczas nie sądziłem, że to okaże się dla mnie bardzo istotne. Z czasem jednak okazało się, że to bardzo ważna rzecz – odpowiednie dopracowanie i zapakowanie materiału ma ogromne znaczenie. Można mieć świetny towar, ale jeśli wygląda źle, to się nie sprzeda. Klienci kupują oczami. A optymalizerka poprawiła wygląd i jakość opakowań – podkreśla Roman Krawczyk. – Zrobiliśmy więc z optymalizerki cały system ładnego przygotowania i pakowania surowca. Wszystko za sprawą współpracy optymalizerki Metal-Techniki z automatyczną wiązarką StraPack.
– To już drugi taki projekt w naszym wykonaniu – mówi Piotr Falana, dyrektor handlowy firmy Metal-Technika. – Pierwszy, łączący optymalizerkę, ale z wiązarką nieautomatyczną, pracuje w firmie Tartak Rafał Olbiński. Pan Roman natomiast miał już zakupioną wiązarkę, która czekała na montaż, a jednocześnie myślał o zakupie optymalizerki. Spotkaliśmy się więc w jego zakładzie, gdzie pokazał mi, czym się zajmuje i czego potrzebuje. Zauważyłem wtedy, że wykonuje bardzo dużo elementów, czyli formatuje łaty, a następnie musi je przygotować do sprzedaży, między innymi w hipermarketach, właśnie poprzez ich wiązanie. Zaproponowałem więc, że możemy naszą maszynę doposażyć w rozwiązanie, które usprawni cały proces – połączymy naszą optymalizerkę z zamówioną przez niego wiązarką.
Początkowe założenie było takie, że elementy miały być formatowane i przenoszone ręcznie przez operatorów do wiązarki, co wiązałoby się ze znacznie wyższymi kosztami osobowymi przy realizacji tego procesu.

– Tymczasem klient otrzymał maszynę uniwersalną, skrojoną na miarę swoich potrzeb – w pełni indywidualne rozwiązanie – opowiada Piotr Falana. – W sytuacji, gdy chce jej używać razem z wiązarką, może zoptymalizować surowiec, a następnie zadeklarować, ile wiązań ma być wykonanych na danych elementach i w których miejscach. Natomiast gdy chce używać optymalizerki samodzielnie, bez wiązarki, wystarczy, że założy specjalną nakładkę, aby żadne niepożądane elementy nie trafiały na taśmę produkcyjną. Wówczas maszyna działa w pełni jako urządzenie do formatowania surowca.
Oczywiście samo „połączenie” dwóch maszyn – choć nie było dla nas nowością – wymagało od specjalistów z Metal-Techniki sporo pracy.
– To dość zaawansowana technologia – wyjaśnia Piotr Falana. – Musimy precyzyjnie spozycjonować materiał względem maszyny wiążącej. Wysyłamy więc do niej sygnał: „wykonaj swoją pracę”, otrzymujemy potwierdzenie, że zadanie zostało wykonane, po czym pozycjonujemy surowiec do kolejnego wiązania, powtarzając cały cykl. W międzyczasie nasza optymalizerka wycina odpowiednie elementy. I właśnie to nas wyróżnia – jako producenta nie tylko samych maszyn, ale również oprogramowania do nich. Klient może mieć pewność, że potrafimy wsłuchać się w jego potrzeby i stworzyć rozwiązanie w pełni dopasowane do jego wymagań – tłumaczy szczegóły montażu Piotr Falana.

Wygląd ma niebagatelne znaczenie
Jak to rozwiązanie sprawdza się w codziennym użytkowaniu?
– Działa bez zarzutu. Mamy różne maszyny. Z niektórymi musiałem się męczyć, co rusz je naprawiając, przez całe lata. Dlatego teraz doceniam to, że z Metal-Techniką wszystko po prostu działa tak, jak działać powinno. Spece z firmy przyjechali, zmontowali sprzęt i ten pracował praktycznie od razu. Nie miałem z nim żadnych poważnych problemów, co najwyżej jakieś drobne rzeczy, które ogarnęliśmy sami przez telefon.
Obecnie przy maszynie pracuje dwóch z ponad dwudziestu pracowników firmy. – Jeden obsługuje spinarkę, drugi nadzoruje proces. Przy automacie już wszystko działa praktycznie samo – maszyna zgrzewa i spina pakiety. My je tylko odbieramy i mamy gotowy do sprzedaży produkt – podsumowuje Roman Krawczyk. – To wygoda dla nas, a także wartość dodana do produktu o wysokiej jakości. Raz jeszcze podkreślę – obecnie klient kupuje bardzo mocno oczami. I trzeba o tym pamiętać.
~Bartosz Szpojda





