Wiertarka MS LINE 704 gwarantuje stolarzowi kompleksową i intuicyjną realizację całego procesu wiercenia elementów. Przy pomocy szeregu analogowych rozwiązań pozwala uzyskać jakość porównywalną z obróbką CNC.
Skonstruowana przez Pana wiertarka Maggi MS Line 704 miała swoją premierę na ubiegłorocznych targach Wood Tech Warsaw Expo. Nie jest Pan z zawodu konstruktorem maszyn. Jaka jest więc historia jej powstania?
Mikołaj Szymankiewicz: Po latach prowadzenia firmy, dość spontanicznie i okazyjnie kupiłem od kolegi standardową wiertarkę Maggi, z tym że była ona mocno zdekompletowana, w częściach i przez niego niewykorzystywana. Chcąc usprawnić w jakimś stopniu produkcję, ale nie do końca posiadając wiedzę o jej możliwościach, pomyślałem, że to okazja, że poskładam maszynę, a brakujące części na pewno da się dokupić. Zanim przystąpiłem do jej złożenia, minęło trochę czasu, ale w końcu ilość nowych zleceń nakłoniła mnie do pochylenia się nad nią. Składając tę maszynę, nie sugerowałem się żadnymi materiałami z sieci ani zdjęciami. Poskładałem ją, według mnie, w jedyny logiczny sposób, który umożliwi mi wykonywanie otworów zgodnie z moimi oczekiwaniami. Że koncepcja i zasada działania mojej maszyny odbiegała zupełnie od fabrycznego pierwowzoru, zorientowałem się długo później. W moim przekonaniu inaczej się jej poskładać nie dało. W ten sposób powstała MS Line 704.

Wykorzystując standardową maszynę z oferty firmy Maggi, stworzył Pan jedyne obecnie na rynku rozwiązanie, które zdecydowanie deklasuje tradycyjne wiertarki wielowrzecionowe. Jakie różnice konstrukcyjne powodują, że Maggi MS Line 704 ma o wiele większe możliwości obróbcze?
M.S.: Podstawą jest zmiana głównego pola roboczego, które znajduje się teraz za maszyną. Poza tym pozycjonujemy nawierty na ramie przymiarowej, która jest stałym elementem maszyny. Tym samym zmianie uległa główna oś operacyjna z równoległej do głowicy na oś prostopadłą, która jest niezależna od systemu 32 mm. Kolejnym kluczowym zagadnieniem jest zmiana punktów zerowych i numeracja wierteł, co ułatwia i zwiększa zakres możliwości obliczeniowych oraz swobody pozycjonowania. W mojej koncepcji występują dwa punkty zerowe, a nie jeden w osi centralnego wiertła. Oprócz tego nie są one stałe, bo znajdują się na styku obrabianego elementu z jedną z przykładnic bocznych, które są regulowane za pomocą zegarów lub poliamidowych dystansów. Wyeliminowałem również ciągłą potrzebę przestawiania położenia głowicy i wprowadzania jej w ruch kolizyjny z blatem. Jest to możliwe dzięki wprowadzeniu regulowanych miar w ramie przymiarowej w stosunku do skoku głowicy.
Wiertarkę zbudował Pan na własne potrzeby. Czy pracując na niej przez kilka lat, poprawiał Pan jej konstrukcję?
M.S.: Nie, cała idea, odmienna koncepcja powstała od zaiskrzenia pomysłu w ciągu trzech ambitnych i wyczerpujących dni i nocy, a późniejsze ulepszenia to tylko ingerencja w ergonomię, bezpieczeństwo i wygodę pracy. Mam tutaj na myśli zainstalowany na wahadle pedał obsługujący pneumatykę, półki nad przykładnicami, osobne obwody z zaworami zasilającymi dociski, półki nad przykładnicami czy gniazda robocze 230 V. Chociaż nie, regulacja wysokości belki dociskowej, umożliwiająca pracę w drewnie wpadła mi do głowy po latach, jako rozwiązanie na potrzeby komercjalizacji produktu, zwiększające wachlarz odbiorców.

Opatentował Pan swoje rozwiązanie, a następnie skontaktował się z firmą Maggi, aby zaprezentować jej właścicielowi nową koncepcję maszyny. Jaka była jego reakcja, gdy zobaczył, że jej właściwości użytkowe i obróbcze przewyższają możliwości modelu, na bazie którego powstała?
M.S.: Stefano Maggi, będąc w Polsce, odwiedził moją firmę i gdy zapoznał się z zasadą działania mojego rozwiązania, był mocno zaskoczony niekonwencjonalnym i innowacyjnym podejściem do zagadnienia. Maszyna zaciekawiła go na tyle, że na jego prośbę wysłałem do Włoch przetłumaczoną dokumentację, z którą mogli zapoznać się technicy z firmy Maggi. W efekcie, wraz z moją maszyną zostaliśmy zaproszeni do fabryki w Certaldo. Początkowo nie miałem koncepcji dotyczącej przebiegu prezentacji, ale ostatecznie zrobiliśmy na miejscu sparing pomiędzy moją MS 704 i ich standardową wiertarką, wykonując otwory w materiale, który zabraliśmy ze sobą. Wygraliśmy, zarówno pod względem wydajności, jak i skali możliwości obróbczych. Mając na uwadze to, że technicy firmy Maggi nie są zawodowymi stolarzami, próbowaliśmy im pomóc, ale wielu operacji po prostu nie można było na ich maszynie wykonać.
Obecnie firma Maggi, na bazie udostępnionej przez Pana licencji, produkuje już wiertarkę MS Line 704, a Pan jest jedynym jej importerem na rynku polskim. Proszę powiedzieć, jakie jest zainteresowanie nową maszyną, jak dociera Pan do potencjalnych klientów i ile wiertarek MS Line 704 pracuje już w Polsce?
M.S.: Marketingowo można powiedzieć, że pomysł dopiero przebija się na rynku odbiorców, i są to głównie grupy stolarskie na FB, ale jestem bardzo zadowolony z efektów, pomimo że opinia o konwencjonalnych maszynach nie ułatwia sprawy. Do dziś zostały sprzedane 43 egzemplarze. Dopiero dwa miesiące temu uruchomiłem kanał na YouTubie, na którym prezentuję maszynę, jej możliwości i różnice w porównaniu do maszyny starego typu. Można powiedzieć, że od tego momentu zaczął się naprawdę duży ruch w zamówieniach. Przez dwa miesiące sprzedałem 18 maszyn i wyczerpał mi się stan magazynowy. Ze względu na to, że początkowo planowane zamówienia wynosiły 4-6 maszyn miesięcznie, skala wzrostu zapotrzebowania na wiertarki z serii MS Line zaskoczyła pozytywnie nawet włoskiego producenta.
Czy ubiegłoroczne targi Drema miały wpływ na rozpropagowanie tej innowacyjnej konstrukcji i czy przełożyło się to na wysokość sprzedaży?
M.S.: Na samych targach zebrałem zaskakującą ilość zamówień, bo sprzedałem, jak dobrze pamiętam, 4 sztuki, zamykając tym samym 10 pierwszych zamówionych egzemplarzy. Potem z polecenia tych klientów, którzy, jak sądzę, są zadowoleni z zakupu, wpłynęło jeszcze kilka zamówień.

Bardziej wydajna i łatwiejsza w obsłudze maszyna to ewidentny zysk dla jej użytkownika. Czy w związku z tym jej cena, z punktu widzenia kupującego, jest również zachęcająca?
M.S.: Uważam, że jak najbardziej tak. W małym zakładzie produkcyjnym, na przykład garażu o powierzchni 40 m2, bo w takich miejscach często uruchamiam MS 704, ta maszyna to naprawdę rewolucja, zarówno pod kątem wzrostu jakości produktu, jak i zwielokrotnienia mocy produkcyjnej. Nie mam w tej chwili niezadowolonego klienta, wszędzie, gdzie uruchomiłem maszynę, osiąga ona efekt WOW. Cena kompletnej i wyposażonej maszyny to 29 900 zł netto z transportem, montażem i szkoleniem u klienta. Bardzo dużo egzemplarzy sprzedaję w leasingu, który w zależności od ilości lat, na jaką decyduje się klient, daje naprawdę niską ratę miesięczną. Mówimy tu o kwotach rzędu 450-800 zł miesięcznie, a takie pieniądze MS 704 zarabia przez kilka godzin pracy. Gdybym dziś jeszcze raz rozpoczynał działalność gospodarczą w branży meblarskiej, byłaby to pierwsza maszyna, którą bym kupił, bo całkowicie zmienia realia małej firmy. Co prawda zbudowałem ją po ośmiu latach prowadzenia zakładu stolarskiego – niestety tak późno – i była to wielka przemiana.

Wiertarkę można obejrzeć „na żywo” na odbywających się w tym miesiącu w Nadarzynie targach Wood Tech Warsaw Expo. Wnioskuję, że decyzja ta to efekt dużego zainteresowania tą nową koncepcją. Czy przekonanie do niej polskich stolarzy wymaga dużo wysiłku w kwestii zmiany sposobu podejścia do procesu wiercenia?
M.S.: Ma Pan rację. Na zeszłorocznych targach w Nadarzynie odbyła się premiera MS Line i uważam, że pomimo szalonej organizacji na ostatnią chwilę, bez promocji samego wydarzenia, i średniego położenia stoiska na uboczu pawilonu, zaciekawiliśmy bardzo wielu stolarzy, którzy w ogóle nie słyszeli o nowym rozwiązaniu. Minął rok i efekt kuli śnieżnej ruszył, choć w działaniach marketingowych trochę się ociągam, ponieważ cały czas nie odpuszczam swojej działalności gospodarczej, a na wszystko trzeba znaleźć czas. Najlepszą metodą przekonania stolarza do zakupu jest prezentacja na żywo u mnie, w zakładzie produkcyjnym. Potwierdzam wtedy wszystko to, o czym piszę i mówię na forum. To nie obiecywanie gruszek na wierzbie. Sto procent prezentacji zakończyło się transakcją zakupu urządzenia.

Patrząc z perspektywy, MS Line 704 to ewidentny sukces. Zbudował Pan maszynę spełniającą oczekiwania nie tylko Pana, ale również wszystkich właścicieli zakładów stolarskich z określonego segmentu rynku. Czy w związku z tym zamierza Pan podjąć następne wyzwanie i jako stolarz z dużą wiedzą praktyczną pomóc zawodowym konstruktorom stworzyć kolejną, lepszą maszynę?
M.S.: MS Line to projekt, który broni się sam, więc jego sukces na dużą skalę jest nieunikniony. Z takim doświadczonym producentem u boku, jakim jest posiadająca wieloletnią tradycję firma Maggi, powstał produkt najwyższej jakości, mający ogromne możliwości zasięgu i rozwoju na rynkach bardzo wielu krajów – nie tylko europejskich. Na rynku dostępnych maszyn jest to dla stolarzy nowość, ale urządzenie było testowane nieustannie przez osiem lat i mogę śmiało stwierdzić, że zjadłem na tej maszynie zęby. Teraz oprócz tego, że sprzedaję kapitalne i sprawdzone urządzenie, to dzielę się również rozwiązaniami i technologiami produkcji, które wypracowałem na przestrzeni tych lat. Nikt nie oferuje na rynku takiego produktu. Dzięki MS Line osiągnąłem zawodowy sukces, wypracowując, jako drobny rzemieślnik, na rynku lokalnym markę premium i naprawdę satysfakcjonujące wyniki finansowe, nie zapominając przy tym o życiu rodzinnym. Wcześniej siedziałem po nocach w zakładzie, jak to nadal robi większość drobnych stolarzy. Odpowiadając na pytanie o przyszłość: obecnie ciężko będzie wymyśleć koncepcyjnie prostsze, szybsze, bardziej intuicyjne rozwiązanie w tak przystępnej cenie. Nie mówię oczywiście „nie”, bo jeżeli coś zaświta mi w głowie, to na pewno podejmę wyzwanie. Myślę nad ulepszeniem modelu, wprowadzeniem jakichś dodatkowych rozwiązań, opcji, ale przez te lata MS 704 spełniała wszystkie moje oczekiwania. Myślę, że rynek zweryfikuje ewentualne potrzeby. Łączy mnie z Maggi dwudziestoletnia umowa licencyjna, więc na pewno nudy nie będzie. Obecnie pracujemy nad wprowadzeniem produktu na inne rynki zagraniczne. Włosi są bardzo zaangażowani w ten projekt, obserwując rozwój wydarzeń na rynku polskim.
Dziękuję za rozmowę.
~Tomasz Bogacki






