Usługowe suszenie drewna to temat może już nie całkiem nowy, ale wciąż dość niszowy. W praktyce większość zakładów przetwórstwa drzewnego posiada własne suszarnie, dlatego zlecanie suszenia na zewnątrz nie jest jeszcze powszechne. Jak wygląda ten rynek w Polsce? Czy jest na niego zapotrzebowanie? Jakie wymagania muszą spełnić klienci?
– Z naszej perspektywy widać, że jest to branża specyficzna i daleka od masowości – mówi Mateusz Malinowski, specjalista ds. sprzedaży ciepła w Polskiej Grupie Biogazowej. – Zgadzam się, że wiele dużych fabryk ma własne suszarnie, ale my wygrywamy konkurencyjną ceną. Dla wielu przedsiębiorstw korzystanie z naszych usług to realna oszczędność i ułatwienie.
Specyfika usługowego suszenia drewna w wykonaniu PGB polega jeszcze na czymś innym – do suszenia wykorzystywana jest zielona energia płynąca z biogazu.
Usługa i… problem z głowy
Dlaczego jednak taka forma świadczenia usług jest nie tylko atrakcyjna cenowo, ale także bardzo wygodna?
– Nadzór nad procesem suszenia nie jest prosty – szczególnie w przypadku gatunków liściastych. Iglaste można wysuszyć w tydzień, bez skomplikowanej technologii. Natomiast przy liściastych, np. dębinie o grubości 50 mm, proces może trwać nawet do trzech miesięcy. Łatwo też doprowadzić do zasklepienia drewna, dlatego konieczna jest codzienna kontrola i prawidłowe nawilżanie. To długotrwały i wymagający proces. Klienci wolą zatem zlecić suszenie na zewnątrz i nie blokować własnych komór. Dodatkowo nie muszą uruchamiać pieca, a w okresie jesienno-zimowym mogą sprzedać zrębki czy trociny, co przyniesie im dodatkowy zysk.
W PGB klient płaci więc wyłącznie za usługę suszenia. To jednak oznacza, że choćby transport musi zorganizować we własnym zakresie.
– Drewno trzeba do nas przywieźć i odebrać. My zajmujemy się rozładunkiem i załadunkiem, przestrzegając wszystkich norm BHP. Pracujemy na terenie zakładu energetycznego, obsługujemy instalacje gazowe, więc wymagamy również od klientów odpowiedniego przygotowania pod kątem bezpieczeństwa.
Dzięki pracy na biogazie, PGB w swoich suszarniach utrzymuje stałą temperaturę. Instalacje działają 24 godziny na dobę, przez praktycznie cały rok – osiągając ok. 95 proc. wydajności.
– To nasza przewaga nad źródłami zależnymi od warunków atmosferycznych, takimi jak energia słoneczna czy wiatrowa. Gwarantujemy ciągłość procesu, bez ryzyka przestojów.

Każdy wkład traktowany jest indywidualnie
Obecnie PGB dysponuje 47 komorami, a w styczniu 2026 r. planuje uruchomienie kolejnych trzech wraz z nowym obiektem. W zależności od producenta komory mieszczą do 80 m3 drewna.
Firmie zależy jednak na tym, aby komora była w całości zapełniona jednolitym towarem.
– Jeśli włożymy jedną paczkę, powietrze krąży zbyt swobodnie po całej komorze, co obniża skuteczność procesu i może prowadzić do jego błędów. Sporadycznie dokładamy niewielkie ilości, jeśli brakuje nam 2-3 m, ale staramy się tego unikać. Każdy klient ma inny gatunek i inny proces suszenia, więc trudno byłoby sensownie
„kompletować” komorę z różnych towarów. Z tego względu preferujemy większe zakłady, które suszą przynajmniej objętość jednego samochodu ciężarowego – około 20 m3. To nasze minimum. Chodzi o jakość suszenia i o to, by nikt nie pomyślał, że zepsuliśmy towar przez niewłaściwe warunki w komorze – tłumaczy Mateusz Malinowski.
Jeśli chodzi o zainteresowanie usługą, to obecnie rynek znajduje się w pewnej stagnacji i pozyskanie nowego klienta jest trudne.
– Na szczęście mamy stałych kontrahentów, z którymi współpracujemy od dłuższego czasu. W skali miesiąca suszymy ok. 5-6 tys. m3 dla 20-30 stałych klientów, w zależności od sezonu. W okresie świątecznym oraz w czasie wakacyjnych konserwacji maszyn pojawiają się przerwy.
Współpraca i zlecenia… nietypowe
Najbardziej problematyczne w suszeniu, zdaniem Mateusza Malinowskiego, pozostaje drewno dębowe – to bowiem długi proces, duże ryzyko zasklepienia, konieczność precyzyjnej kontroli parametrów. Dlatego bardzo ważny jest odpowiedni dobór nie tylko parametrów suszenia, ale samych suszarni.
– W zakresie sprzętu współpracujemy głównie z polskim producentem – firmą HAMECH z Hajnówki, która dostarcza większość suszarni do nowych obiektów. Używamy także komór włoskiej firmy PANTO i polskiego EKOPOLU, choć z tymi markami współpracujemy już bardzo rzadko.
W tej branży pojawiają się także zlecenia co najmniej… nietypowe.

– Najbardziej nietypowym zleceniem były… trumny. Zwykle suszymy materiał na trumny, ale zdarzyła się prośba o wysuszenie gotowych egzemplarzy. Były też próby suszenia egzotycznych gatunków, np. mahoniu z Afryki, choć finalnie to zlecenie nie doszło do skutku. Mamy bardzo doświadczonych technologów – m.in. specjalistów z firmy Barlinek – którzy wcześniej suszyli również bardzo wymagające gatunki, dlatego klienci często pytają ich o metody pracy.
Pełna odpowiedzialność za powierzony surowiec
Warto dodać, że w przypadku suszenia usługowego drewna, wycena usługi jest indywidualna.
– Podczas pierwszej rozmowy ustalamy wolumeny, a często przyjmujemy pierwszą ciężarówkę „testową”, by obie strony mogły ocenić współpracę. Po pierwszym miesiącu uzgadniamy docelowe warunki i stawkę.
Polska Grupa Biogazowa bierze pełną odpowiedzialność za ewentualne szkody. – Jeśli towar został zepsuty u nas – ponosimy konsekwencje. Nasi technolodzy każdorazowo weryfikują, czy uszkodzenia powstały w suszarni, czy wcześniej. Operatorzy dokumentują wszelkie niezgodności na etapie rozładunku i załadunku. U nas nie ma miejsca na przypadek. Wszak powierzane jest naszej pieczy to, co w obecnych czasach dla każdej firmy z branży drzewnej jest najważniejsze – surowiec – puentuje Mateusz Malinowski.
~Bartosz Szpojda










