52 Temat z bliska wrzesień 2025 R E K L AMA Państwa firma wkrótce świętuje 40-lecie istnienia. W polskich realiach gospodarczych to naprawdę imponujący wynik. Kiedy patrzy Pan na te wszystkie lata – jakie momenty były najważniejsze dla rozwoju firmy? Marek Jabłoński: Pierwszy przełom nastąpił, gdy przenieśliśmy działalność z przydomowego warsztatu do obecnej siedziby. To była ogromna zmiana – z pracy na podwórku rodzinnego domu przenieśliśmy się do profesjonalnej hali produkcyjnej. Z jednej strony ekscytacja, z drugiej strach – czy damy radę? To była symboliczna granica pomiędzy „rzemiosłem” a prawdziwą firmą. Drugim kluczowym etapem był moment, gdy razem z bratem oficjalnie dołączyliśmy do prowadzenia zakładu, a nie wyłącznie do pomocy tacie. Wtedy zaczęliśmy zmieniać profil produkcji – od maszyn prostych, powtarzalnych, do urządzeń tworzonych pod konkretne potrzeby klienta. Nigdy nie chcieliśmy iść w wyroby wielkoseryjne. Naszą filozofią od początku był kontakt z klientem i dopasowywanie maszyn do jego oczekiwań. I tak pozostaje do dziś. Taka działalność to zupełnie inny sposób prowadzenia firmy produkcyjnej – wymaga z jednej strony większej elastyczności i wiedzy, z drugiej – dużego samozaparcia. M.J.: Zdecydowanie. Produkcja jednostkowa jest trudniejsza, bo każdy projekt jest wyzwaniem, czymś nowym i w dużej mierze niepowtarzalnym. Na początku dużym problemem dla nas było zachowanie spójnej dokumentacji – tak projektowej, jak i wykonawczej. Dlatego już w 2005 roku wdrożyliśmy modelowanie 3D. To była dla nas prawdziwa rewolucja, ale i spora ulga – odchodziliśmy od deski kreślarskiej i płaskich rysunków CAD na rzecz modeli trójwymiarowych. Dzięki temu mogliśmy szybciej i bardziej szczegółowo projektować, a dziś, po wielu latach takiego podejścia do dokumentacji, nawet monterzy w hali korzystają z dobrodziejstw modelowania i dostępu do dokumentacji 3D. To był naprawdę ogromny krok naprzód dla naszej firmy. Skoro wspomniał Pan o monterach, pracownikach – jak zmieniała się kadra przez te 40 lat? M.J.: To ciekawa historia, bo liczba pracowników przez ostatnie dwie dekady tak naprawdę pozostaje mniej więcej stała. Zmieniło się jednak to, co nasi pracownicy potrafią i czego od nich wymagamy. Kiedyś proporcja była taka, że na jednego inżyniera przypadało dwudziestu pracowników fizycznych. Dziś to jeden inżynier przypada na trzech pracowników. Produkcja stała się bardziej zaawansowana technologicznie, a klasyczne prace ślusarskie zastępowane są wiedzą techniczną i zaawansowanym stopniem obróbki numerycznej. Jesteśmy też dumni z tego, że inwestujemy w ludzi – nawet tych, którzy są z nami 20 lat. Szkolimy ich, przebranżawiamy, dzięki czemu starsi pracownicy nie czują się wypierani przez młodszych, tylko rozwijają się razem z firmą. Cieszy mnie też to, że są to ludzie, którzy naprawdę chcą się uczyć, bez względu na wiek. Są ciekawi wiedzy, a w naszym, bardzo indywidualnym i wymagającym szukania nietuzinkowych rozwiązań, modelu budowy maszyn to bardzo ważne. A jak to wygląda z perspektywy coraz śmielej wkraczającej pod dachy hal produkcyjnych automatyzacji? Wiele branż idzie w tym kierunku. ZM Jabłoński także? M.J.: Automatyzacja w produkcji jednostkowej, indywidualnej nie jest taka prosta. Roboty wymagają powtarzalności, a my przecież produkujemy maszyny na zamówienie. Niemniej nie ma co ukrywać, że dzięki nowym technologiom montaż przebiega szybciej – elementy są dokładniejsze, bardziej powtarzalne, więc składają się niemal same. W przyszłości na pewno sięgniemy po roboty, gdy będą bardziej elastyczne i szybciej „przestawialne”. Na razie stawiamy na inteligentne projektowanie i ergonomię pracy. Automatyka ma przede wszystkim wspomagać i odciążać ludzi w najtrudniejszych pracach fizycznych. I tak na to patrzymy obecnie w naszej firmie. Państwa produkty znane są z trwałości – spotkałem zakład, w którym urządzenie z Waszej firmy działa od 30 lat! Macie takie maszyny, które można nazwać wizytówką marki? M.J.: Owszem. Dobrym przykładem jest jedno z najmniejszych produkowanych urządzeń: kijarka-drążkarka. Pierwsze modele sprzedaliśmy ponad 30 lat temu i wciąż produkujemy jej unowocześnione wersje. Nie nowy produkt, ale jego ulepszoną wersję. Te ulepszenia to z jednej strony pokłosie tego, co mówiłem o naszych pracownikach – umiejętności myślenia i szukania nowych rozwiązań. Z drugiej strony to także efekt umiejętności i chęci słuchania klientów, którzy często nie chcą totalnej zmiany rozwiązania, ale właśnie wersji ulepszonej. Niejednokrotnie to właśnie oni mówią nam, co można by zmienić, by maszyna ogólnie była lepsza, lub co oni chcieliby w niej zmienić, by jeszcze lepiej spełniała ich własne oczekiwania. Tak więc w przypadku choćby tej, dość prostej, maszyny, parametry bazowe się nie zmieniły, ale doszły rozwiązania, które dziś są standardem – automatyczne smarowanie, wymienne głowice, lepsza ergonomia, możliwość wykorzystywania nieobrobionego surowca. To właśnie wypadkowa nowoczesnych technologii, wiedzy naszych inżynierów i doświadczenia, jakim dzielą się z nami klienci, także ci, którzy na naszych maszynach przepracowali kilkadziesiąt lat. Firma ZM Jabłoński powstała z inicjatywy Pana ojca, Stanisława Jabłońskiego. Jak wyglądało przekazanie sterów kolejnemu pokoleniu? Wiadomo, że często to nie jest prosty i bezbolesny proces… M.J.: To zawsze trudny moment. Ojciec miał swoją wizję, my z bratem (Leszkiem Jabłońskim) – swoją. Były tarcia, ale nam było trochę łatwiej, bo mieliśmy przewagę liczebną. W końcu ojciec zauważył, że idziemy w stronę nowoczesnych technologii, których on już „nie czuł”, były dla niego czymś bardzo odmiennym od tego, co sam znał i z czym pracował przez wiele lat. Najpierw więc oddał nam pewną decyzyjność, związaną z kierunkiem rozwoju firmy, a kilka lat później całkowicie wycofał się z zarządzania. Dziś jest naszym doradcą, ale nie inge40 lat doświadczenia w branży drzewnej Wywiad | Rozmowa z Markiem Jabłońskim, współwłaścicielem firmy ZM Jabłoński Firma ZM Jabłoński od czterech dekad tworzy rozwiązania dla branży drzewnej. Zaczynała skromnie – od przydomowego warsztatu – a dziś jest rozpoznawalnym producentem specjalistycznych maszyn, które można spotkać w tartakach i zakładach w całej Polsce, a także za granicą. O historii firmy, wyzwaniach związanych z przekazaniem sterów kolejnemu pokoleniu oraz o przyszłości branży rozmawiamy z Markiem Jabłońskim, współwłaścicielem przedsiębiorstwa. – Pierwsze modele kijarki-drążkarki sprzedaliśmy ponad 30 lat temu i wciąż produkujemy jej unowocześnione wersje – mówi Marek Jabłoński. fot. ZM Jabłoński Stanisław Jabłoński przy jednej z pierwszych maszyn, które powstawały jeszcze w warunkach „rzemieślniczych”. Bartosz Szpojda fot. ZM Jabłoński
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz