Ponad tysiąc osób wyszło 5 grudnia 2025 r. na ulice Białegostoku, by zaprotestować przeciwko polityce Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz decyzjom Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Leśnicy, pracownicy zakładów usług leśnych, przedsiębiorcy, samorządowcy i mieszkańcy regionu mówili jednym głosem: ochrona przyrody nie może odbywać się kosztem ludzi, miejsc pracy i regionalnej gospodarki. Jedną z liderek protestu była Natalia Wysocka z inicjatywy Protest Branży Drzewnej.
– Idea protestu w Białymstoku polegała na pokazaniu szerokiego sprzeciwu wobec obecnej polityki państwa w zakresie lasów i ochrony przyrody. W proteście brały udział różne środowiska: przedstawiciele branży drzewnej, zakładów usług leśnych, leśnicy, myśliwi, samorządowcy oraz mieszkańcy regionu – czyli osoby, które na co dzień żyją z lasu i ponoszą konsekwencje decyzji podejmowanych centralnie – podkreśla Natalia Wysocka.
Demonstracja rozpoczęła się przed Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych, a następnie przeszła przed Podlaski Urząd Wojewódzki oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Organizatorzy – m.in. leśne związki zawodowe, organizacje branżowe i Protest Branży Drzewnej – chcieli przekazać postulaty instytucjom odpowiedzialnym za kształt polityki leśnej. W RDOŚ zabrakło jednak kierownictwa, co protestujący odebrali jako symboliczny brak gotowości do dialogu.
– My, jako Protest Branży Drzewnej, sprzeciwiamy się polityce Ministerstwa Klimatu i Środowiska, która rozpoczęła się od wprowadzenia moratorium na zrównoważoną gospodarkę leśną, ale na tym się nie kończy. Nasz sprzeciw dotyczy również działań Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, która – często wbrew lokalnym społecznościom i bez rzetelnego dialogu – ustanawia kolejne rezerwaty przyrody – zaznacza Natalia Wysocka.
Jej zdaniem protest miał jasno pokazać, że ochrona przyrody nie może być prowadzona w oderwaniu od ludzi i realiów regionu, bo decyzje podejmowane bez konsultacji prowadzą do konfliktów społecznych i destabilizacji całego sektora leśno-drzewnego.

Miliardowe straty i efekt domina
Skutki wprowadzonych ograniczeń są – jak podkreślają protestujący – bardzo konkretne.
– Na ten moment nie dysponujemy jeszcze pełnymi danymi za bieżący rok, ale już wyliczenia branżowe z roku poprzedniego pokazują skalę problemu. Szacuje się, że województwo podlaskie w wyniku moratorium mogło stracić nawet 1,74 mld zł – mówi Natalia Wysocka.
Branża drzewna tworzy rozbudowany łańcuch powiązań gospodarczych, w którym każdy element zależy od dostępu do surowca.
– Drewno nie jest produktem jednorazowym – zanim trafi do finalnego odbiorcy, przechodzi przez wiele podmiotów: zakłady usług leśnych je pozyskują, przewoźnicy transportują, tartaki przerabiają, a kolejne zakłady – w tym producenci mebli czy biomasy – wykorzystują je w całości. Nic się tu nie marnuje – 100 proc. surowca jest zagospodarowywane w sposób efektywny – podkreśla jedna z liderek Protestu Branży Drzewnej.
Tymczasem ograniczenia w pozyskaniu drewna powodują, że zakłady drzewne nie mają dostępu do surowca, wiele firm usługowych przegrało przetargi i nie ma zapewnionej pracy na 2026 r., a ci, którzy je wygrali, będą pracować za stawki balansujące na granicy opłacalności.
– W efekcie moratorium nie uderza w jeden sektor, ale rozlewa się na całą regionalną gospodarkę, osłabiając firmy, miejsca pracy i dochody samorządów – szczególnie w takich regionach jak Podlasie, gdzie branża leśno-drzewna odgrywa kluczową rolę.
Dialog zamiast decyzji zza biurka
Organizatorzy protestu jasno wskazują swoje cele.
– Po pierwsze, protest ma wymusić dialog. Obecnie decyzje – zarówno te podejmowane przez MKiŚ, jak i przez RDOŚ – zapadają bez realnych konsultacji z branżą, leśnikami, samorządami i mieszkańcami regionów. Protest ma jasno pokazać, że bez rozmowy z praktykami nie da się prowadzić skutecznej ochrony przyrody – mówi Wysocka.
Drugim celem jest nagłośnienie realnych konsekwencji obecnej polityki.
– To nie tylko upadek zakładów usług leśnych, brak surowca dla przemysłu drzewnego i utrata miejsc pracy, ale również blokowanie inwestycji infrastrukturalnych. RDOŚ w Białymstoku wstrzymała kilka inwestycji drogowych bez przekonującego, merytorycznego uzasadnienia, co uderza mocno w rozwój województwa podlaskiego – dodaje.
Oczekiwania wobec 2026 roku
Przedstawiciele branży liczą, że nadchodzący rok przyniesie zmianę podejścia.
– W 2026 roku oczekujemy przede wszystkim działania zgodnego z obowiązującym prawem, bo tylko to zapewnia przewidywalność i stabilność całemu sektorowi leśno-drzewnemu. Oczekujemy realizacji gospodarki leśnej w oparciu o obowiązujące Plany Urządzenia Lasu, ale jednocześnie sprzeciwiamy się utrwalaniu w tych planach pomysłów MKiŚ, które nie mają podstaw prawnych – podkreśla Natalia Wysocka.
Jak dodaje, dokumenty takie jak te, które pojawiły się podczas Ogólnopolskiej Narady o Lasach, nie są aktami prawnymi i nie powinny stanowić podstawy trwałych zmian w gospodarce leśnej.
– Plany te powinny opierać się na ustawach, wiedzy leśnej i rzetelnych danych, a nie na zaleceniach o charakterze politycznym lub ideologicznym. W 2026 roku oczekujemy konkretnych, zgodnych z prawem decyzji, które przywrócą stabilność, przewidywalność i zaufanie do polityki leśnej państwa.
Poparcie z terenu
Zdaniem Natalii Wysockiej, protest i działania inicjatywy spotykają się z szerokim poparciem w środowisku.
– W środowisku producentów drzewnych odbiór naszych działań jest bardzo pozytywny. Szczególnie zakłady usług leśnych mówią wprost, że w końcu mają swojego reprezentanta – kogoś, kto realnie mówi o ich problemach, nie zamiata ich pod dywan i nie próbuje nic na tym ugrać, tylko staje po ich stronie.
Także leśnicy, choć oficjalnie powściągliwi, prywatnie wyrażają wsparcie.
– Kilka razy usłyszałam już komentarz, że Protest Branży Drzewnej zrobił dla Lasów Państwowych w dwa lata więcej niż same Lasy Państwowe dla siebie przez cały okres swojego istnienia. Nie mówię tego po to, żeby się chwalić, ale są to słowa, które naprawdę robią wrażenie. Dla mnie to ogromny powód do dumy i potwierdzenie, że to, co robimy, ma sens i jest potrzebne – dodaje.
Siła mediów społecznościowych
Istotną rolę w mobilizacji środowiska odegrały media społecznościowe.
– Tak, uważam, że media społecznościowe są skutecznym narzędziem komunikacji. Jestem zwykłą dziewczyną z Podlasia i wcześniej nie miałam żadnej styczności z mediami. Chciałam po prostu w jakiś sposób pomóc i uznałam, że media społecznościowe mogą być dobrym rozwiązaniem – i okazało się, że był to bardzo dobry wybór – mówi Natalia Wysocka.
Dzięki internetowej aktywności zyskała rozpoznawalność w branży i – jak podkreśla – wypełniła lukę w debacie publicznej.
– Przez długi czas brakowało tam głosu ludzi związanych z branżą leśno-drzewną, mówiącego w sposób prosty i bezpośredni. Mam nadzieję, że dołączy jeszcze więcej osób i że razem będziemy w stanie stanowić realną, poważną siłę w debacie.
Jednocześnie zaznacza, że komunikacja musi opierać się na odpowiedzialności i faktach.
– Media społecznościowe i Internet zdecydowanie polecam innym, oczywiście z zastrzeżeniem, że komunikaty, które wysyłamy w świat, muszą być oparte na odpowiedzialności, rzetelności i faktach.
To nie koniec Protest w Białymstoku był jednym z największych tego typu wystąpień w ostatnich miesiącach. Organizatorzy zapowiadają, że jeśli postulaty nie zostaną spełnione, presja społeczna będzie rosła. Jak podkreślali ze sceny: to dopiero początek, a środowiska leśne i drzewne są dziś bardziej zdeterminowane i zjednoczone niż kiedykolwiek wcześniej.
~Bartosz Szpojda









