V Forum Przemysłu Drzewnego jasno pokazało, że pytanie o dostępność drewna nie sprowadza się już do prostego sporu o dostępne metry sześcienne i ich cenę. Dla przedsiębiorców równie ważne jak wolumen są dziś sortyment, jego jakość, ale przede wszystkim możliwość planowania produkcji z kilkuletnim wyprzedzeniem. A aby tak można było pracować, potrzebna jest przewidywalność.
Tegoroczne, już piąte Forum Przemysłu Drzewnego, organizowane nieprzerwanie przez powermeetings.eu, wyjątkowo wyraźnie pokazało, w jakim punkcie znalazła się polska branża drzewna. Nie była to już wyłącznie dyskusja związana z tym, czy drewna jest za mało i czy wystarczy go dla wszystkich; taka odpowiedź byłaby zbyt prosta. Z wypowiedzi zebranych osób – panelistów i słuchaczy – wynika wyraźnie, że problem przesunął się głębiej. Drewno może być bowiem „na rynku”, ale niekoniecznie tam, gdzie jest… potrzebne. Może być dostępne w statystykach, ale nie w takim sortymencie, którego oczekuje konkretny zakład. Może też pojawić się w systemie sprzedaży, ale w cenie, która przy niskiej rentowności produkcji odbiera firmom możliwość inwestowania.
Dlatego jednym z najważniejszych słów, jakie usłyszeć można było podczas Forum, była przewidywalność.
Przemysł nie planuje z miesiąca na miesiąc
Dla zakładów przerabiających drewno informacja o rocznym wolumenie pozyskania jest ważna, ale sama w sobie nie wystarcza do tego, by funkcjonować. Tartak, producent płyt, mebli, stolarki, opakowań czy elementów konstrukcyjnych nie podejmuje decyzji inwestycyjnych na podstawie ogólnej liczby metrów sześciennych, a takie dane najczęściej pojawiają się w opracowaniach czy statystykach. Przemysł potrzebuje wiedzieć, jaki surowiec będzie dostępny, w jakiej jakości, w jakim regionie, w jakim czasie i na jakich zasadach. No i – rzecz jasna – w jakiej cenie.
To szczególnie istotne dla małych i średnich firm, które stanowią zdecydowaną większość sektora. Duży podmiot łatwiej amortyzuje wahania rynku, ma większą siłę zakupową i więcej możliwości szukania alternatywnych źródeł zaopatrzenia. Mniejszy zakład często działa lokalnie, przy określonym profilu produkcji i ograniczonej elastyczności technologicznej. Jeżeli zmienia się struktura podaży, problem nie kończy się na tabeli; prędzej czy później „wypłynie” na którymś z etapów produkcji, gdy okaże się, że tak naprawdę… surowca nie ma.
Forum pokazało wyraźnie, że branża nie oczekuje prostych obietnic; oczekuje danych, które można przełożyć na decyzje biznesowe.
Ochrona lasów i gospodarka muszą być liczone razem
W wystąpieniach administracji publicznej – zarówno MKiŚ, w osobie Radomira Dyjaka, jak i LP, które wygłosił Tomasz Majerowski z DGLP, czy w przypadku Jana Tabora z BULiGL, mocno wybrzmiewał wątek łączenia różnych funkcji lasu: przyrodniczych, społecznych, klimatycznych i gospodarczych. To kierunek, którego nie da się już pominąć. Zmiany klimatu, oczekiwania społeczne i zobowiązania środowiskowe będą wpływać na model prowadzenia gospodarki leśnej. I przemysł o tym doskonale wie. Problem polega jednak na tym, że każda zmiana w lesie niesie wielkie konsekwencje i ma wpływ na wszystko to, co jest „poza” lasem. Ograniczenie zrębów zupełnych, wyłączenia części obszarów z użytkowania, ochrona starolasów, lasy społeczne, działania w ramach Tarczy Wschód czy modyfikacje gospodarki na terenach podmokłych nie są wyłącznie kwestią mapy i hektarów. Dla przemysłu oznaczają zmianę podaży, struktury sortymentowej, dostępności gatunków i kosztów surowca.
Dlatego branża oczekuje, aby skutki decyzji ochronnych były pokazywane nie tylko jako procent powierzchni lasów, ale także jako wpływ na rynek: ile drewna – i jakiego drewna – w którym regionie i w jakim horyzoncie czasowym będzie mniej albo więcej. Bez takiego rachunku rozmowa o zrównoważonej gospodarce leśnej pozostaje niepełna, a o równowadze można całkowicie zapomnieć.
Metr sześcienny metrowi nierówny
Jednym z mocniejszych wniosków poruszonych podczas Forum było to, że sama wielkość pozyskania coraz słabiej opisuje rzeczywistą sytuację branży. W dyskusji pojawiały się sygnały, że w najbliższym czasie rynek powinien raczej przyzwyczajać się do poziomu ok. 35-36 mln m3 grubizny niż oczekiwać szybkiego powrotu do wyższych wolumenów. Równocześnie jeszcze większym wyzwaniem może okazać się zmiana struktury surowca – trudniej (mniej) dostępne mogą być niektóre sortymenty drewna wielkowymiarowego i określone gatunki. Więcej może być natomiast drewna trudniejszego w przerobie, słabszej jakości, krótszego, bardziej sękatego lub pochodzącego z przebudowy drzewostanów zamierających. Dla statystyki nadal jest to drewno. Dla zakładu produkcyjnego różnica jest jednak zasadnicza, bowiem innego surowca potrzebuje tartak nastawiony na wysokiej jakości tarcicę, innego producent płyt, innego zakład stolarki, a jeszcze innego firma produkująca elementy konstrukcyjne. Jeżeli zmienia się struktura podaży, nie wszystkie branże mogą po prostu „przestawić się” na to, co akurat jest dostępne.
To jedna z głównych lekcji, jaką wynieść można z Forum: problem dostępności drewna coraz częściej będzie problemem jego jakości, sortymentu i dopasowania surowca do technologii.

Koszty rosną szybciej niż odporność firm
Dyskusje pokazały też, że dostępność drewna nie może być rozpatrywana w oderwaniu od rentowności. Branża działa pod presją wielu kosztów jednocześnie. Drogi surowiec, energia, transport, wymagania środowiskowe, certyfikacja, recykling, zmiany regulacyjne i niepewność zasad sprzedaży tworzą obciążenie, którego firmy nie są w stanie w nieskończoność przerzucać na odbiorców.
Przy niskich marżach nawet niewielka zmiana ceny drewna może zdecydować o opłacalności produkcji. To szczególnie groźne w segmencie firm mniejszych, rodzinnych, często silnie związanych z lokalnym rynkiem pracy. Dla nich brak przewidywalności nie jest abstrakcyjnym ryzykiem. To pytanie o utrzymanie ludzi, kredyty, inwestycje i kontrakty. To także zagrożenie nie tylko bezpośrednio dla nich, ale także wpływające na szereg podmiotów związanych z przemysłem drzewnym. I to coś, o czym nie można w żadnym wypadku zapominać, prezentując kolejne liczby, statystyki czy prezentacje. Za nimi stoją bowiem ludzie, ich biznesy i często jedyne źródło dochodu, szczególnie na tzw. ścianie wschodniej.
Forum pokazało, że przemysł drzewny nie potrzebuje dziś kolejnych ogólnych zapewnień o znaczeniu drewna dla gospodarki. Potrzebuje stabilnych warunków działania.

Kaskadowość nie rozwiąże wszystkiego
Ważnym wątkiem była również zasada kaskadowego wykorzystania drewna. Sama idea jest dla branży zrozumiała: surowiec powinien najpierw trafiać do zastosowań dających największą wartość dodaną i najdłużej magazynujących węgiel, a dopiero na końcu do energetyki. Problem zaczyna się wtedy, gdy zasada ta bywa traktowana jak prosta odpowiedź na niedobory surowca.
Drewno poużytkowe, biomasa i odpady mogą wspierać bilans surowcowy. Nie zastąpią jednak pełnowartościowego drewna okrągłego tam, gdzie wymaga go technologia. Nie rozwiążą problemów tartaków, producentów sklejek, płyt, stolarki czy drewna konstrukcyjnego, jeżeli brakuje określonych sortymentów.
Kaskadowość jest więc potrzebna, ale nie może stać się wygodnym hasłem przykrywającym realne napięcia między ochroną, energetyką i przemysłem.

Najpierw strategia, potem decyzje
Z Forum płynie jeden zasadniczy wniosek: polski sektor drzewny potrzebuje wiarygodnej, aktualizowanej strategii surowcowej. Nie dokumentu ogólnego, który będzie mówił, że drewno jest ważne. Potrzebny jest system informacji pokazujący przewidywane pozyskanie w ujęciu krótko-, średnio- i długoterminowym, z podziałem na regiony, gatunki i sortymenty.
Taka strategia musi uwzględniać zmiany klimatu, zamieranie drzewostanów, ograniczenia ochronne, przebudowę lasów, potrzeby przemysłu i lokalne skutki gospodarcze. Musi też być aktualizowana, bo leśnictwo wchodzi w okres, w którym dawne założenia planistyczne coraz częściej będą zderzać się z nowymi warunkami przyrodniczymi. Dopiero na takiej podstawie można prowadzić poważną rozmowę o inwestycjach, modernizacji zakładów, konkurencyjności eksportowej i przyszłości krajowego przetwórstwa drewna. Forum Przemysłu Drzewnego pokazało branżę bardzo zmęczoną niepewnością, ale niezamykającą się na dialog. To ważny sygnał. Przedsiębiorcy nie kwestionują potrzeby ochrony lasów ani adaptacji gospodarki leśnej do zmian klimatu. Domagają się jednak, by decyzje środowiskowe były podejmowane razem z analizą skutków dla przemysłu i by były wiarygodne, a więc weryfikowalne. Bo zrównoważona gospodarka leśna nie kończy się na lesie. Jej sprawdzianem jest także to, czy drewno zostaje racjonalnie wykorzystane w krajowych zakładach, tworzy miejsca pracy, buduje wartość dodaną i wzmacnia gospodarkę. Bez tego zrównoważenie pozostanie pojęciem ładnym, ale całkowicie niepełnym.
~Bartosz Szpojda








